Problemy drugiego świata – dramat w trzech aktach

Tym razem coś w temacie „Moda i uroda” – opowieść o problemie z którym borykam się od kilku miesięcy. Sprawa na początku wydawała się dość śmieszna i nie przejmowałem się nią szczgólnie, ale z czasem zaczęło robić się coraz bardziej irytująco. Do tej pory nie wiem czy problem tkwi we mnie czy polskim rynku sprzętu biegowego.

Prolog

Ale zacznijmy od początku: mój numer buta to 46, ale czasem uda mi się wcisnąć w czterdziestkę piątkę. Tak, jak pisałem tutaj, jeżeli chodzi o buty biegowe to zacząłem od niezbyt dobrze dopasowanych, a przede wszystkich zbyt małych butów marketowych. Potem zainwestowałem w ciężkie, mocno amortyzowane ASICS GT-2000, numer 47. Sprawiały się bardzo dobrze, dlatego też dwa lata później kupiłem sobie kolejną parę tego samego modelu.

Moje pierwsze buty Asics GT-2000 podczas Poznań Maratonu

Świetnie mi służyły do treningów i podczas pierwszych zawodów. Kiedy jednak zacząłem myśleć o lepszych wynikach uznałem, że potrzebuję czegoś lżejszego, bardziej zbliżonego do butów startowych. Jednocześnie nie zamierzałem wydawać fortuny na drugą parę butów. Na, jak się wydawało genialny pomysł wpadłem w krakowskim Decathlonie, przy Zakopiance. Trafiłem tam na Kalenji Ekiden 50 – but za 49,99 zł. Z jednej strony swoim pochyleniem i ułożeniem stopy przypominający Asicsy, a z drugiej niesamowicie lekki. Teoretycznie przeznaczony na krótkie dystanse, ale w trzech parach, które kupiłem na przestrzeni kolejnych miesięcy przebiegłem dwa maratony i kilkanaście razy dystans półmaratoński. Ekideny miały dla mnie dwie wady – po pierwsze praktycznie brak amortyzacji, a po drugie problemy które sprawiały przy trudniejszych warunkach atmosferycznych. Problemy te w mocno dały mi się we znaki podczas Orlen Marathonu w 2015 roku, ale tę historię opowiem innym razem.

Kalenji Ekiden 50

Po Orlenie miałem biegową przerwę, więc butów startowych nie był dla mnie szczególnie palący. Wykańczałem stare pary Ekidenów w siłowni i na działce, a na zewnątrz od czasu do czasu dreptałem w GT-2000. Kupiłem też parę Ekiden One, Decathlonowych następców pięćdziesiątek, z których korzystałem na bieżni mechanicznej. Ale nowe wcielenie najtańszego buta świata nie pasowało mi już tak dobrze. Poza tym dość nieufnie podchodziłem do braku gumowej podeszwy. Dlatego też nie planowałem w nich biegać w przyszłości żadnych zawodów.

Kalenji Ekiden One

Akt I – grudzień 2016

Zdecydowałem, że chcąc poważnie myśleć o maratonie muszę wreszcie zacząć się rozglądać za jakimiś naprawdę profesjonalnymi startówkami. Przyznam, że zachwyciły mnie swoim wyglądem i budową Adidas’y Adizero Adios Boost 2. Do tego dochodziły bardzo dobre recenzje i świadomość biegania w tym co najlepsi na świecie. Niestety odstraszało mnie, oficjalne 650 złotych ceny katalogowej oraz to, że nigdy nie biegałem w butach tej marki. Drugą opcj opcją był dość bezpieczny wybór: startowo-treningowe Asics DS Trainer 21. But zbliżony budową do moich treningowych, tańszy, ale również z wysokiej półki. Pod uwagę brałem też Nike Zoom Streak.

Moje pierwsze kroki skierowałem do Outletu Adidasa, gdzie udało mi się przymierzyć numer 47 1/3 Adios Boostów. Były wygodne i prezentowały się bardzo solidnie. Ze zdziwieniem jednak stwierdziłem, że potrzebuję wiekszego numeru, którego w sklepie nie mieli. No cóż, może Adidas ma nieco inną rozmiarówkę niż Asics. Po powrocie starałem się znaleźć w internecie coś
większego, ale bez powodzenia. Odłożyłem więc zakup na później licząc na to, że gdzieś znajdę numer 48.

Akt II – styczeń 2017

Trening miał zaraz ruszyć, więc był to już najwyższy czas żeby przestać się rozglądać, a wreszcie coś kupić. Wybrałem się do podkrakowskiego Factory, gdzie były sklepy właściwie wszystkich marek. Tym razem na początku udałem się do Asics-a, który miał być najpewniejszym i najprostszym wyborem. Po krótkiej rozmowie sprzedawca dał mi numer 48 DS Trainerów, po czym udał się na zaplecze po czterdziestkę siódemkę, która powinna na mnie najlepiej pasować. I w tym momencie doznałem lekkiego szoku – czterdziestka ósemka, którą dostałem jako pierwszą okazała się na mnie dużo za mała. Wyglądało na to, że ten but ma nieco inną budowę niż GT-2000 i zamiast numeru 47 potrzebuję 49, którego… nie mieli. Możliwe też że coś się stało z moimi stopami, zauważyłem że obecnie biegając w tych samych butach co kiedyś mam dużo bardziej pokiereszowane palce, zwłaszcza paznokcie. Może stopy mi urosły? Myślałem, że tylko uszy rosną do końca życia 😉

Drastyczne zdjęcie moich stóp zostało ocenzurowane

Jedyne para, która w Asicsie pasowała mi rozmiarowo to Tri Noosa, ale ze względu na twardą podeszwę była dość niewygodne. Obszedłem pozostałe sklepy: w Adidasie nic, w Pumie nic, w New Balance nie mogłem połapać się w tych ich numerkowych oznaczeniach butów. Jedyna para która wpadła mi w oko to Nike Zoom Elite 8. Nie były to stricte startówki, ale wydawały się lekkie, a numer 47,5 całkiem nieźle pasował. Nie byłem do nich całkowicie przekonany, więc przed zakupem postanowiłem po raz ostatni przemierzyć wzdłuż i w szerz internet.

Akt III – luty 2017

Przestałem być wybredny jeżeli chodzi o markę, poszerzyłem też margines cenowy. W rezultacie znalazłem JEDNĄ parę butów zbliżonych do startowych, w moim rozmiarze. Po przeszukaniu praktycznie całego polskiego internetu, udało mi się na Allegro upolować starszą wersję Asics DS Trainera 18 – numer 49. Kiedy jednak przyszła przesyłka mój entuzjazm znacząco osłabł. Oprócz tego, że były ogromne, dodatkowo miały strasznie sztywną podeszwę i zapiętek. Nie wiem czy to kwestia modelu, czy też starzenia się materiałów. W każdym razie miałem wrażenie że te buty chcą mi zrobić krzywdę. Upewniłem się w tym podejrzeniu gdy prawie spadłem ze schodów potykająć się na ich pudełku przygotowanym do zwrotu.

Nie pozostało mi nic innego jak powrót do sklepu Nike i zakup niebezpiecznie wpadających w róż Zoom Elite. Ale tu też nie było tak kolorowo – nie czułem że dobrze mi się w nich biega. Zawiodłem się również gdy postanowiłem sprawdzić czy faktycznie są lekkie. Były dużo cięższe od Ekiden 50, co nie było wielkim zaskoczeniem, ale sprawiały również wrażenie odrobinę cięższych od GT-2000. Jeżeli tak, to właściwie jaki sens miał ich zakup? Wróciły więc do sklepu.

Epilog

Właściwie nie jestem pewien czy to już epilog. To dopiero okaże się w przyszłości. Już po kontuzji, przy okazji innych zakupów wszedłem znowu do sklepu Nike, a tam zauważyłem model, który wcześniej przeoczyłem – Lunar Tempo. Był mój numer, but był lekki i dużo wygodniejszy niż Zoom Elite. A przede wszystkim był czarno-biały 🙂 Jedyny minusem była jego wysokość – lekko uciskał mi palce od góry, ale liczyłem że nie będzie to problemem. Kupiłem.

Ponieważ jedną z przyczyn urazu były najprawdopodobniej zużyte treningówki zacząłem polować też na nowe GT-2000. Tu już nie było większych problemów – znalazłem je w Decathlonie i kupiłem razem z nowymi Ekiden One. Co prawda, jak pisałem wcześniej, nie są dla mnie idealne, ale będą opcją rezerwową, w wypadku gdyby z Nike było coś nie tak. A czy będzie mi się dobrze w nich biegało? Tego nie wiem, przetestuję je dopiero jak wyleczę kostkę.

Mój zestaw na wiosnę: Kalenji Ekiden One #47, Nike Lunar Tempo #47,5 oraz Asics GT-2000 5 #48

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *