Odliczanie

Leżę na kanapie i z lekkim niedowierzaniem patrzę co dzieje się na zewnątrz. Od wczoraj bez przerwy wali śniegiem. Napadało go już chyba z dziesięć centymetrów. W tym momencie jestem całkiem zadowolony że nie startuję w Orlen Warsaw Marathonie za 5 dni. Coraz bardziej podekscytowany jestem też z faktu, że za dwanaście dni startuję w Krakowie. Kontuzja i dłuższa przerwa w treningach trochę zmieniła moją perspektywę. Nie czuję już złości z powodu tych straconych tygodni treningu i nieprzebiegniętych kilometrów. Czuję się szczęśliwy, że wogóle będę mógł pobiec. Pobiec i powalczyć.

W normalnej sytuacji ostatnie dwa tygodnie przed maratonem to czas w którym trzeba powoli luzować i mocno się pilnować żeby niczego nie spieprzyć. Źle postawiona stopa, infekcja, czy pomysł żeby wybrać się na trzydziesto-kilometrową biegową wycieczkę – wszystko to może zniweczyć pracę wykonaną przez poprzednie miesiące. U mnie sytuacja wygląda w tym sezonie zupełnie inaczej. Mam te kilka tygodni na to, żeby formę od nowa zbudować a muszę to robić na tyle ostrożnie żeby nie przeciążyć kostki, która nie wróciła jeszcze do normalnego stanu.

Sprzęt już gotowy, ja jeszcze nie

Tydzień temu zacząłem od sześciu kilometrów, później było osiem, a w świąteczną niedzielę wreszcie dwanaście. Żeby wydłużyć trochę treningi, a jednocześnie niczego sobie nie uszkodzić, zacząłem robić coś w rodzaju duathlonu. Po godzinnym biegu wskakuję na rower stacjonarny i jeżdzę jeszcze 30-45 minut. Liczę że to pozwoli przynajmniej do pewnego stopnia zasymulować długi bieg i lepiej przygotować się na te 42 kilometry.

Oprócz przygotowania czysto biegowego mogłem powalczyć o lepsze wyniki jeszcze na dwóch frontach. Po pierwsze – rzucić palenie. Idzie nieźle, chociaż z przerwami 🙂 Z ostatnich 26 dni nie paliłem przez 15, w tym przez ostatnie osiem dni z rzędu. Do Cracovia Maratonu moje płuca nie zregenerują się całkowicie po siedemnastu latach palenia, ale liczę że będzie choć odrobinę łatwiej łapać powietrze w płuca. Może przynajmniej będę lepiej wyglądał na zdjęciach 🙂

Popielniczkę lekko używaną odstąpię

Jest jeszcze drugi obszar na którym pracowałem – psychiczne podejście do zawodów, tak aby zmaksymalizować wyniki. Do tej pory zbyt często zdarzało mi sie rezygnować z walki w trakcie biegu, zwalniać tempo ze względu na dyskomfort. Jestem w tym momencie po lekturze bardzo dobrej książki „Jak bardzo tego chcesz?” człowieka orkiestry – Matta Fitzgeralda. W jej kolejnych rozdziałach autor opisuje historie drogi na szczyt topowych sportowców wytrzymałościowych: biegaczy, triathlonistów oraz kolarzy i opisuje co pozwoliło im maksymalnie zbliżyć się do szczytu swoich fizycznych możliwości. Od pewnego czasu staram się opanować niektóre z tych technik. Przede wszystkim jednak staram się być świadomy tego jakie posiadam jeszcze rezerwy i zmusić się do lepszego ich wykorzystania. Na treningach coraz lepiej to wychodzi, w ostatni piątek znowu udało się dokończyć trening interwałowy pomimo skrajnego zmęczenia.

Na zawodach to jeszcze nie jest to, ale zaczynam nawiązywać walkę. W ostatnią sobotę (tak, dzień po tym mocnym interwałowym treningu) postanowiłem się wybrać na krakowski Parkrun, gdzie udało mi się zrobić nową życiówkę na pięć kilometrów. Gdyby to był bieg na dłuższym dystansie pewnie to byłby główny temat tego artukułu, ale akurat 5 km nie traktowałem nigdy bardzo serio. Sam wynik 20:07 też nie rzuca na kolana. Tak czy inaczej, w formie jestem bardzo przyzwoitej, o czym świadczyć może też fakt, że po szaleńczym początku, przebiegniętym w tempie 3:30 min/km, udało się później utrzymywać niezłą prędkość przez resztę wyścigu. Na plus też można mi zapisać walkę o pozycję (co prawda przegraną) na ostatnich kilkuset metrach.

 

Wkrótce się okaże

Przez te kilkanaście dni, które pozostały do 30 kwietnia spróbuję jeszcze odrobinę popracować nad szybkimi biegami. Oprócz tego dopilnować rzeczy istotnych w czasie maratonu jak: nawodnienie, zmagazynowanie odpowiedniej ilości glikogenu oraz ostateczne przetestowanie sprzętu. Zamierzam jeszcze raz zastanowić się co mogę zmienić w obszarze psychologicznym, popracować nieco nad odżywianiem (a zwłaszcza nad wagą która ostatnio zaczęła wymykać się spod kontroli) i dokładnie przyjrzeć trasie. Muszę się też trochę wyciszyć i skoncentrować już tylko na biegu, więc mniej czasu spędzać będę w internetach. Planowałem również na najbliższą niedzielę udział w Perłach Małopolski, ale wszystko tu będzie zależało od pogody. Tak czy inaczej przed samym maratonem na pewno jeszcze coś napiszę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *