Przygotowania do przygotowań

W tym sezonie zaczynam dość późno. Prawdziwe przygotowanie biegowe dopiero od lutego, chociaż pierwotny plan był nieco inny. Uznałem, że listopad raczej sobie odpuszczę, żeby nie popełnić błędu z wiosny 2015. Zacząłem wtedy zbyt wcześnie i ciężko mi było mentalnie (fizycznie zresztą też) wytrzymać reżim treningowy przez całe sześć miesięcy. Zdecydowałem też, że grudzień przeznaczę na inne aktywności – siłownię, core stability i rozciąganie. Regularne bieganie miałem wprowadzać stopniowo i bez wyższych prędkości – czułem, że jestem jeszcze zbyt pospinany miesiącami spędzonymi przy biurku i bałem się jakiś naderwań. Styczeń za to miał być miesiącem zwiększania kilometrażu i przygotowania czysto siłowego.

Tymczasem plany grudniowe mocno się posypały. Przez większość czasu zmagałem się z infekcjami, których punktem kulminacyjnym było zapalenie gardła leczone antybiotykami (i doleczane przez kilka kolejnych tygodni). Przy antybiotykach staram się być raczej ostrożny, więc odpuściłem większość treningów oprócz rozciągania. Nawet pomimo tych problemów, dał się zauważyć spory progres. Zarówno jeżeli chodzi o siłę, jak i ogólną sprawność. W ostatnim tygodniu udało się też zacząć regularne bieganie, póki co na bieżni mechanicznej, po około 40 minut. Zapisałem się też na Krakowski Bieg Sylwestrowy, który z jednej strony miał być testem formy w punkcie wyjściowym, a z drugiej sprawdzeniem jak bardzo mi zależy.

Krakowski-bieg-sylwestrowy-2016-poczatek.jpg

Krakowski Bieg Sylwestrowy 2016 – ulica Floriańska

Do tej pory nigdy nie startowałem zimą, a tego typu imprezy traktowałem jak niegroźne wariactwo. Start okazał się jednak całkiem dobrym pomysłem. Pogoda naprawdę dopisała – piękny słoneczny dzień, temperatura nieco powyżej 0 ºC. Właściwie mogłem nawet się troszkę lżej ubrać. Trasa dość płaska i prosta. Przebiegająca w większej części przez bezwietrzne tego dnia bulwary wiślane. Atmosfera bardzo pozytywna, większość ludzi nastawionych raczej na zabawę niż na ściganie.

Ten bieg przypomniał mi o paru istotnych detalach związanych z zawodami. Przede wszystkim o rozgrzewce. Tym razem potruchtałem trochę przez 5 minut, porozmawiałem ze spotkanymi znajomymi i odpuściłem zupełnie rozciąganie (dynamiczne oczywiście). Zapomniałem też o kolejnym drobnym detalu – że celując w dobry wynik warto próbować przepchnąć się na początek stawki lub chociaż poczekać 10-15 minut po wystrzale startera i ruszyć jak będzie pusto [W takich zawodach zazwyczaj klasyfikacja pierwszych 50 osób na mecie układana jest wg tzw. czasu brutto – od wystrzału do przekroczenia linii mety. Pozostali uczestnicy klasyfikowani są według czasu netto – czyli od przekroczenia linii startu do przekroczenia mety]. Przypomniałem sobie o tym próbując wyprzedzać czołgi, łaziki marsjańskie, afrykańskie plemiona, Spartan, czy licznie obecne smoki i ich potencjalne ofiary.

Krakowski-bieg-sylwestrowy-2016-start.jpg

Krakowski Bieg Sylwestrowy 2016 – ja to ten przebrany za biegacza, próbujący włączyć GPSa w zegarku

Moja pamięć została ponownie odświeżona w okolicach nawrotu na 5-tym kilometrze – złapała mnie kolka z prawej strony brzucha (ta z lewej jest do wytrzymania, a ta z prawej niestety nie). Zazwyczaj staram się zapobiegać takim problemom właśnie przez intensywną rozgrzewkę i wzięcie Nospy Max kilkanaście minut przed startem. Tym razem o tym nie pomyślałem, a ciągłe zmiany tempa i wymuszone sprinty na pewno nie pomogły. Dwukrotnie zatrzymywałem się żeby ból się trochę zmniejszył, ale towarzyszył mi już właściwie do samej mety.

W rezultacie na 10 kilometrów uzyskałem czas 0:47:25 (miejsce 222/1046), przy trochę przyzwoitszym 0:22:28 na półmetku. Na plus na pewno mogę zaliczyć obecność moich najlepszych kibiców (Karoliny i Stefana oczywiście), namówienie na bieg Marzeny (w sumie nie było trudno) i spotkanie nieustannie mnie zaskakującego Gulara. Tak czy inaczej, można było otwierać szampana 😉

Krakowski-bieg-sylwestrowy-finisz.jpg

Krakowski Bieg Sylwestrowy 2016 – na ręce niebieska frotka uszyta przez Syna

W Nowym Roku czekały mnie niestety kolejne wymuszone przerwy – najpierw kontuzja pleców (plecy brzmią trochę lepiej) przy odśnieżaniu podjazdu (nie próbujcie tego w domu), a potem kolejna antybiotykoterapia. Tak wygląda moje podsumowanie stycznia:

Rozpiska treningów – styczeń 2017

Wiem, że niezbyt czytelne. Na kolejne miesiące pomyślę o jakims planie w formie elektronicznej. Na pewno jednak zostanę przy tej formie jako głównej. Jest to dla mnie coś w rodzaju dodatkowego motywatora. Możliwość zaznaczenia udanego treningu traktuję jak pewnego rodzaju nagrodę. Mała rzecz, a myślę że działa.

A tak należy to deszyfrować:

  • wpisy zrobione długopisem – pierwotny plan
  • B – bieg krótki, około 40 minut
  • Bl – bieg długi, około 90 minut
  • Sk – siłownia, zestaw z ćwiczeniami na klatkę piersiową
  • Sp – siłownia, zestaw z ćwiczeniami na plecy
  • G – gimnastyka – zazwyczaj dłuższa sesja rozciągająca lub core stability
  • duży, różowy X – choroba lub kontuzja

Jak widzicie, niewiele się udało zrobić. Biegowo właściwie prawie nic, ale <tu dopisać jakieś optymistyczne zakończenie>.


A na trasie czas umilali mi:

0 thoughts on “Przygotowania do przygotowań

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *