Opowieści z lochu

Dzisiaj uchylę trochę rąbka tajemnicy i zaproszę Was do miejsca w którym trenuję – lochu. Teraz pogoda jest już przyjemniejsza, więc częściej wypełzam na powierzchnię, ale cały czas robię tam ćwiczenia siłowe, core stability i rozciągania. Miejsce to mam całkiem niedaleko – osiemnaście stopni pod salonem, więc trochę łatwiej jest się zmotywować do wysiłku. Nie jest to jeszcze ostateczna postać lochu, myślę, że będziecie mogli obserwować jego wykańczanie 🙂

Loch – ściana wschodnia

Zacznę od najważniejszego elementu strefy cardio 😉 – bieżni Life Fitness 95TI, którą kupiłem w zeszłym roku. Używana, o dość enigmatycznym rodowodzie – wiem tylko, że jej oryginalnym przeznaczeniem był rynek meksykański. Sprzęt bardzo stabilny i wygodny, chociaż użytkowanie nie do końca bezproblemowe. Nie jest w Krakowie łatwo o dobry serwis i przy ostatniej awarii musiałem przypomnieć sobie, że z wykształcenia jestem elektrykiem. Jej największym minusem jest maksymalna prędkość – niestety tylko 20 kilometrów na godzinę. W prawym rogu, w pokrowcu, sprzęt z czasów młodości: czerwona Yamaha 🙂

Loch – południowy zachód

Patrząc dalej, zgodnie ze wskazówkami zegara, przenosimy się do siłowni. Na pierwszy planie zaprojektowany i wykonany przeze mnie wysoki step. Używam go do wspięć na palce, wchodzenia ze sztangą i przy rozciąganiu. Nieco na prawo zamontowałem haki, do których przymocowane są gumy. Tutaj repertuar ćwiczeń jest dość szeroki, nie będę w tym wpisie wchodzić w szczegóły. Korzystałem z nich zwłasza w momencie problemów z nogą. Dalej mamy ławeczkę i hantle – myślę, że przeznaczenia nie muszę wyjaśniać.

Loch – tablica

A tutaj moje centrum dowodzenia – tablica z rozpiskami zestawów na siłownię, core stability, rozgrzewki itp. Na dole kartki z planem treningowych, gdzie odhaczam sobie to co zostało już zrobione. No i oczywiście w charakterze dekoracji wszystkie moje biegowe medale, w tym trzy najważniejsze – maratońskie. Jest jeszcze trochę miejsca na kolejne. Niedawno pojawiła się też kolejna tablica, na której swoje trofea wiesza mój syn.

Loch – ściana zachodnia

Po prawej stronie druga część strefy cardio – rower stacjonarny. Kupiony już sporo lat temu i przyznam szczerze, że raczej nie używany. Jazdę na nim uznaję za najnudniejszą aktywność fizyczną i unikam jej jak ognia. Zbliżam się tam tylko w wyjątkowych sytuacjach, jak na przykład podczas kontuzji. Poza tym w okolicy możecie wypatrzeć maty do jogi, roller i piłkę do ćwiczeń.

Loch – północ

Na koniec zaplecze techniczne – szafka na ubrania, buty i inne biegowe gadżety. Ma kilkadziesiąt lat i w jakiś, bliżej nieznany mi sposób, pojawiła się u mnie na budowie. Pomyślałem, że ma spory potencjał i ją zachowałem. Latem planuję jej gruntowną renowację.

I to właśnie jest loch. Tak jak napisałem we wstępie – jeszcze sporo się tutaj zmieni jeżeli chodzi o estetykę. Myslę natomiast, że jeżeli chodzi o sprzęt to mam w tym momencie wszystko czego potrzebuję. Nic tylko ćwiczyć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *